„Od odzwierciedlania do czułości”

„Od odzwierciedlania do czułości”

 

„Jako rodzice pragniemy być potrzebni; potrzebą naszych

 nastoletnich dzieci jest nie potrzebować nas.

To realny konflikt; doświadczamy go codziennie,

pomagając tym, których kochamy, stać się osobami niezależnymi od nas”

Haim G. Ginott

Między rodzicami a nastolatkami.

 

Z mojego zawodowego doświadczenia wynika, że nigdy nie jest za późno aby poprawić więź z dzieckiem. I choć w psychologii mówi się, że najważniejsze są pierwsze lata życia dziecka, jeśli chodzi o kształtowanie się wzorców przywiązaniowych, to w okresie późniejszym również można wpływać na ich kształt i je modyfikować.

Z kształtowaniem się wzorców przywiązaniowych, które odgrywają zasadniczą rolę w tworzeniu przez dziecko więzi i relacji z innymi osobami, bardzo duży związek ma tzw. odzwierciedlanie dziecka. W skrócie i najprościej można powiedzieć, że odzwierciedlanie to opisywanie słowami emocji, uczuć, zachowań jakie widzimy w drugiej osobie. Rodzice, którzy odzwierciedlają emocje, zachowania dziecka, bardzo pozytywnie wpływają na jego rozwój. Sprawiają, że dziecko czuje się kochane, ważne i zauważane przez rodzica.

Dzieci dążą do bliskości z rodzicami (zwłaszcza z matką) od samego początku swojego życia. Pełny rozwój neurobiologiczny człowieka jest bardzo zależny od tworzenia się relacji z innymi ludźmi. W umiejętnym nawiązywaniu bliskości istotną rolę pełnią tzw. neurony lustrzane, których występowanie jest cechą wrodzoną. Dzięki nim już w pierwszych tygodniach życia dziecko ma potrzebę naśladowania np. mimiki twarzy osoby, która się nim opiekuje (np. uśmiech). Są to tzw. zachowania odzwierciedlające, które stanowią podstawę tworzenia się więzi między dzieckiem i opiekunem. W toku dalszego rozwoju bardzo ważne jest utrzymywanie dobrych, satysfakcjonujących relacji z dzieckiem poprzez odzwierciedlanie jego zachowań i uczuć. Badania pokazują bowiem, że jeśli w pobliżu nie ma dostępnego opiekuna, neurony lustrzane „gasną”, nie są stymulowane do rozwoju. Jeśli taka trudna, traumatyczna sytuacja trwa dłuższy czas, konsekwencją będzie emocjonalne wycofanie dziecka z kontaktu, niezadowolenie, smutek i coraz mniejsza gotowość do odzwierciedlania. Brak kontaktu z opiekunem, do którego dziecko jest najbardziej przywiązane oznacza również dla niego doświadczanie wysokiego poziomu stresu, braku bezpieczeństwa, co najprawdopodobniej pozostawi ślad w psychice na dalsze lata życia.

Pracując z nastolatkami, zauważam, że często trudności we wzajemnej komunikacji między rodzicami a dorastającymi dziećmi mają swój związek z trudnościami w odzwierciedlaniu i nazywaniu stanów drugiej osoby.

Jako, że odzwierciedlanie jest również techniką wykorzystywaną w psychoterapii, często przekazuję rodzicom wskazówki, w jaki sposób to robić. Istnieje pewna analogia pomiędzy procesem psychoterapii, a wychowywania, gdyż podczas sesji terapeuta często nazywa emocje i zachowania pacjenta, dzięki czemu pacjent jest świadomy tego, że terapeuta uważnie go słucha i rozumie jego stan emocjonalny. Podobna sytuacja może zachodzić w bliskich, satysfakcjonujących związkach poza gabinetem terapeutycznym.

Mając za sobą różne, często trudne historie życia, prawdziwą sztuką dla rodziców jest stworzyć w domu taki klimat, aby dzieci czuły, że mogą swobodnie wyrażać swoje uczucia, zwłaszcza te trudne. Niektórym rodzicom- pomimo największych chęci i starań- po prostu się to nie udaje. Najczęściej ma to związek z nierozwiązanymi trudnościami, jakie sami wynieśli ze swoich rodzin pochodzenia.

Często prezentowane trudności z odzwierciedlaniem mają powiązania z  empatią. Aby bowiem adekwatnie kogoś odzwierciedlić- czyli zauważyć i nazwać to co się z nim dzieje- musimy przede wszystkim „zrozumieć” co się z nim dzieje. Współbrzmienie emocjonalne z dzieckiem staje się zwłaszcza trudne, kiedy rodzice sami nie dostali tego od swoich opiekunów, gdyż to co wpiera rozwój empatii, to przede wszystkim doświadczanie empatii na sobie samym. Trudno jest również tym rodzicom, u których w sposób zawikłany (a te zawikłania często nie zostały rozwiązane) przebiegał okres dorastania. Pamięć o własnym dorastaniu zawsze odżywa w rodzicach, kiedy ich dziecko staje się nastolatkiem. Wszelkie braki, „niedoinwestowania”, przykrości i trudne chwile, w których czuli się osamotnieni wracają do nich i odbijają się na relacjach z własnymi dziećmi. Czasem jest to uczucie zazdrości i złości(„ja nie miałem tak dobrze”) czasem nadmierny lęk, zamartwianie się  i potrzeba kontroli dziecka, właśnie wtedy kiedy należy mu coraz bardziej ufać i dawać okazję do samodzielnego podejmowania różnych decyzji oraz ponoszenia odpowiedzialności za popełnione błędy, czasem to nadmiarowe oczekiwania wobec dziecka, które staje się delegowane do realizowania planów i marzeń (np. zawodowych), których z jakichś powodów nie zrealizowali jego rodzice. Są również takie rodziny, w których nigdy nie rozmawia się o uczuciach, o tym, że można przeżywać różne emocje( również te trudne), i że są one potrzebne, ważne i przeżywa je każdy człowiek.

Te wszystkie wymienione powyżej „przeszkody” i wiele innych, o których nie wspomniałam utrudniają relacje z dzieckiem i sprawiają, że rodzice nie potrafią (chociaż często chcą) zrozumieć i zobaczyć naprawdę własne dziecko, jego marzenia, zainteresowania, rozterki…

Często podczas rozmów z nastolatkami spotykam się z tym, że we własnym domu rodzinnym czują się osamotnieni i niezrozumiani przez najbliższe osoby. Powodem bardzo często są trudności z komunikacją pomiędzy dziećmi a rodzicami. Co ciekawe, rozmawiając z rodzicami, najczęściej słyszę jak bardzo czują się bezradni i źle odbierani przez własne dzieci, którym próbują pomóc, i z którymi mimo „trudnego wieku i kłótliwości”, próbują rozmawiać i doradzać.

Być może wynika to z tego, że rodzicom trudno jest słuchać swoich nastoletnich dzieci, które w różnych sytuacjach chcą wyrazić swój żal, rozczarowanie czy zniechęcenie. Rodzice często nie potrafią znosić tego, że ich  dzieci są nieszczęśliwe, więc mając jak najlepsze intencje, lekceważą ich uczucia i narzucają swoją własną, dorosłą logikę rozwiązywania problemów. Tak jakby „na siłę” chcieli im pokazać jaki jest „właściwy” sposób odczuwania. Taka postawa stoi oczywiście w sprzeczności z umiejętnością odzwierciedlania i empatyzowania. Tymczasem to właśnie umiejętność słuchania może dziecku dać największą pociechę w trudnej dla niego chwili. Akceptacja faktu, że dziecko czuje się nieszczęśliwe, daje mu największą siłę do poradzenia sobie z trudnymi uczuciami, których doświadcza.

Wspaniale piszą o tym Adele Faber i Elaine Mazlish w kultowej książce pt. „Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały. Jak słuchać, żeby z nami rozmawiały”. To poradnik dla rodziców, który szczerze polecam. Można się z niego nauczyć jak przejść od myślenia „jak wszystko naprawić ?” do myślenia „ jak dać dzieciom możliwość samodzielnego naprawienia wszystkiego?”

Jak to zrobić?

Posłużę się przykładem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której mama wchodzi do pokoju swojej nastoletniej córki i widzi, że ta płacze. Mama reaguje na to co widzi i pyta:

– Dlaczego płaczesz Basiu?

– Nie chcę o tym rozmawiać!- odpowiada córka.

– Jak mi powiesz, poczujesz się lepiej- nalega mama.

– Szymon mnie rzucił!

-Co?!! No to krzyżyk na drogę. Nigdy go nie lubiłam!

– A ja tak- odpowiada rozżalona córka, wpadając w coraz większą rozpacz.

– Zapomnij  o nim córeczko. Będziesz mieć jeszcze wielu innych chłopaków- doradza mama.

W rozmowie tej mama wyraźnie stara się pocieszyć córkę, która jest załamana, jednak zaprzeczając uczuciom, które ona przeżywa, niechcący jeszcze bardziej pogłębia jej smutek.

Zupełnie inny przebieg mogłaby mieć ta rozmowa, gdyby mama spróbowała odzwierciedlić myśli i uczucia, które przeżywa Basia:

– Basiu widzę, że jesteś nieszczęśliwa- mówi mama, widząc zapłakaną córkę.

– Szymon mnie rzucił!

– Nic dziwnego, że ci tak smutno…

– Powinnam to przewidzieć! Ciągle flirtował z innymi dziewczynami- stwierdza Basia.

– To cię musiało boleć…

– Jeszcze jak! Ale wmawiałam sobie, że lubi tylko mnie.

– Tak bardzo chciałaś w to wierzyć- stwierdza mama.

-Tak, ale myliłam się co do niego. To nie jest chłopak, z którym chciałabym chodzić- dochodzi do wniosku Basia.

 

W drugiej wersji rozmowy widać wyraźnie, że mama nie może zdjąć z barków córki całego cierpienia, które ta przeżywa, ale wyrażając słowami jej myśli i uczucia, pomaga Basi poradzić sobie z faktami i znaleźć odwagę do zrobienia kolejnego kroku.

Oczywiście w każdym domu jest inaczej. Każdy z rodziców jest inny. Każdy nastolatek jest inny. Nie ma czarodziejskich słów, które zawsze się sprawdzają, jednak podstawową zasadą, która zawsze się sprawdza w rozmowach z nastolatkami jest postawa pełna szacunku i język szacunku, który „pozwala” usłyszeć im rodziców, to co mają do powiedzenia i współpracować z nimi w trudnych sytuacjach.

Co ciekawe, zasada ta działa w dwie strony. Kiedy dzieci czują się autentycznie słuchane i odzwierciedlane, oddają to samo w relacjach swoim rodzicom. Są bardziej skłonne do negocjacji, rozważania punktu widzenia dorosłych oraz zaakceptowania wprowadzonych przez nich ograniczeń. Wbrew pozorom nastolatki bardzo liczą się ze zdaniem dorosłych, z którymi mają dobre, satysfakcjonujące relacje. Tak naprawdę często rodzice nawet nie zdają sobie sprawy z tego jaką mają władzę nad swoimi dziećmi, gdyż one przejmują się tym co o nich myślą i co mówią rodzice. Ich wartości i przekonania są dla nich bardzo ważne, zwłaszcza w trudnych, przełomowych momentach (przykładem mogą być zachowania ryzykowne okresu dorastania). Kiedy staną przed pokusami, wejdą w konflikty, poczują się zagubione, będą wiedziały kto lub co może im wskazać kierunek. Będzie to głos usłyszany w swojej głowie- wasz głos drodzy rodzice- przypominający o waszych wartościach, waszej miłości i waszej wierze we własne dzieci.

Opracowała Magdalena Seweryn

 psycholog, psychoterapeuta (w trakcie szkolenia)

PPP Olkusz

Tekst powstał w oparciu o literaturę:

„Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały. Jak słuchać, żeby z nami rozmawiały”- Adele Faber, Elaine Mazlish.

„Między rodzicami a dziećmi. Przyjazne kontakty z pociechami” – Haim G. Ginnot.

„ Psychiatria dzieci i młodzieży”- Maria Orwid, Kazimierz Pietruszewski.

„ Po co dzieciom relacje”- artykuł Małgorzaty Moszko.